niedziela, 6 września 2015

Chejron x Clarisse = Chejris! (5)

*przepraszam, że tak krótko, ale... mam diabelny plan*


Obudziłam się z poczuciem winy. Pokłóciłam się z Chrisem! W mojej głowie był ogromy mętlik. Jak ja miałam się czuć? Jakiś koń się we mnie zakochał! To niedorzeczne! Wstałam, ale w domku nikogo nie było. Rozejrzałam się dla pewności - w całym domku nie było żywej osoby oprócz mnie. Przebrałam się w obozową koszulkę i w spodenki moro oraz założyłam tenisówki i wyszłam z domku. Cały obóz już tętnił życiem. Byłam dość zdziwiona, że nikt mnie nie obudził ani, że żaden opiekun po mnie nie przyszedł. Poszłam więc na śniadanie, byłam trochę głodna. Wzięłam owsiankę - od kilku dni miałam na nią ogromną ochotę. Zjadłam i usiadł koło mnie Chris. Odwróciłam się od niego.
- Słuchaj Clarisse... - zaczął trochę niepewnie.
- Słucham Cię - odparłam lekceważąco/
- Przepraszam Cię za wczoraj... Strasznie mi głupio... - podrapał się nerwowo po karku. Odwróciłam się w jego stronę.
- Ja Cię też przepraszam - położyłam dłoń na jego dłoni - Nie chciałam, aby tak wyszło
- Ja też... Wybaczysz mi?
- Oczywiście! A ty mi? - uśmiechnęłam się
- No nie wiem, zastanowię się - na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmieszek. Szturchnęłam go w ramię, a on mnie przytulił. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i czułam jego bicie serca.
- Dobra... - oderwałam się niechętnie. - Muszę iść coś załatwić.
- Naprawdę? - popatrzył na mnie błagającym wzrokiem - Zostań... Proszę!
- Za godzinkę się spotykamy przy ściance wspinaczkowej, dobrze? - wstałam, szybko pocałowałam go w policzek i uciekłam w stronę Wielkiego Domu. Ostatnio dużo czasu spędzam wkoło niego i w nim. Zanim zdążyłam zapukać, drzwi się otworzyły, a przede mną stanął Chejron. Uśmiechnął się smutno do mnie.
- Clarisse La Rue! Właśnie miałem do Ciebie iść - spojrzałam na niego lekceważąco
- A ja przyszłam do Ciebie z pytaniem - czemu mnie nikt nie obudził? I czemu sama się nie obudziłam?
- Och, nie chcieliśmy Cię budzić, a wczoraj Ci daliśmy Ci w kolacji środek nasenny - gdy to mówił z jego twarzy nie schodził uśmiech
- Czemu mi daliście środek nasenny?! Czy was kompletnie pogięło?! - wydarłam się na niego nie wierząc w to, co właśnie mi powiedział
- Spokojnie... - złapał mnie za ramiona i zniknął mu z twarzy uśmiech - Ma Ci coś wa znego do przekazania, a chciałem, abyś była wyspana
- Dobra, streszczaj się - rzuciłam w jego stronę
- Może lepiej wejdźmy - odsunął się i pozwolił mi wejsć