piątek, 26 czerwca 2015

Chejron x Clarisse = Chejris! (2)



***

Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. 5:44. Podniosłam głowę i wszyscy spali. Przetarłam oczy i złapałam w jedną rękę ciuchy, w drugą moją włócznię. Udałam się do łazienki, wzięłam szybki prysznic i po cichu udałam się w stronę drzwi. Gdy przekraczałam próg, włócznią zwaliłam jakiś wazon z półki, tym samym budząc cały domek
- Dzień dobry, ciemne masy! - wrzasnęłam - Ty i ty - pokazałam na jakiś bliźniaków, musieli być nowi - Sprzątacie to!
- Ale to nie my to zrobiliśmy! - zbuntowała się wyższa dziewczyna - Tylko ty!
- I co z tego? - spojrzałam na nią władczo - Sprzątasz to, bo Cię o to proszę. Teraz! - zatrzasnęłam drzwi i uśmiechnęłam się wyzywająco. W ciągu sekundy ten uśmiech zszedł, gdyż uświadomiłam sobie, że idę na trening do Chejrona. Jak ja teraz będę na niego patrzeć? Czemu ja się tym interesuję? Przecież to zwykły koń! Weszłam z hukiem do wielkiego domu i rzuciłam włócznię w kąt.
- Witaj Clarisse - powitał mnie - Jak Ci minął wczorajszy dzień?
- Normalnie, nie licząc tego, że jakiś koń mi wyznał miłość - rzuciłam opryskliwie - Bierzmy się do treningu, bo nie czuję się dobrze z pustym żołądkiem.
- No dobrze - wziął głęboki oddech - Od czego chcesz zacząć?
- Od... Rzucania nożami! - w jednej chwili odwróciłam się w stronę stołu, złapał broń i rzuciłam w stronę nauczyciela, lekko przycinając mu włosy na czubku głowy
- Gratuluję - zaczął bić brawo - Nie muszę iść do fryzjera - uśmiechnął się lekko, a ja z nim. Może jednak mnie obchodzi to, że wyznał mi miłość? Czy to w ogóle było wyznanie miłości? Wszystko mi się mieszało w głowie. Wolnym krokiem podeszłam do ściany aby wyjąć nóż. Wzięłam broń i podejrzliwie spojrzałam na Chejrona. On coś knuł. Uśmiechnął się nonszalancko i podniósł rękę. Z jego dłoni wypadło lśniące ostrze, lecz w odpowiednim momencie się schyliłam. Podniosłam głowę i nóż wbił się w ścianę mniej więcej tam, gdzie miałam przed chwilą klatkę piersiową. Wstałam dynamicznie i wyciągnęłam nóż.
- Zwariowałeś dziadzie?! Mogłeś mnie zabić, gdybym się nie odwróciła! Już do reszty postradałeś zmysły?!
- Na misji nikt nie będzie zwracał uwagi, czy się odwrócisz - odparł spokojnie
- Ale aktualnie nie jestem na misji, a chcę jeszcze trochę pożyć! - rzuciłam ostrzem w stół i udałam się w stronę drzwi - Nie mam zamiaru się więcej stawić na treningu! - złapałam nerwowo włócznię i już prawie zamknęłam drzwi
- Dobrze. Nie przychodź tu więcej. Ale nie licz na żadną misję. Nawet tę, którą dzisiaj zapowiedziała Rachel - zatrzymałam się. Nowa misja? Na którą nawet liczyć nie będę mogła? Odwróciłam się spojrzałam mu głęboko w oczy
- Ty szantażysto - powiedziałam głośnym szeptem
- Widzimy się jutro - odrzekł i odszedł.
***

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Chejron x Clarisse - Chejris!

Dzień dobry!
Dzisiaj jak widzicie, coś nowego na moim blogu, ale mam zamiar to wprowadzić ♥
Albowiem dzisiaj dzięki pewnym osobom napisałam opowiadanie o Chejris- Chejronie i Clarisse!
Proszę, nie pytajcie skąd ♥
Czytajcie po prostu ♥



Chejris

Podnoszę głowę i od razu obrywam z liścia w twarz. Odruchowo ruszam ręką przed sobą, ale nie trafiam nikogo. Otwieram oczy, a pod moim łóżkiem kuca jakaś nowa córka Aresa. Kładę się z powrotem i przymykam oczy. Gdy dziewczyna robi zniesmaczoną minę, naskakuję na nią od tyłu i wywalam na ziemię.
– Zasada numer jeden – pokazuję na mnie – Grupowej się nie atakuje, no chyba, że na to zezwalam. Zasada numer dwa – tym razem pokazuję na nią – To moje ostatnie ostrzeżenie! – dziewczyna lekko skołowana podnosi się, ale uderzeniem jednej ręki zniewalam ją na ziemię. Podchodzę do kufra koło mojego łóżka, wyjmuję koszulkę oraz spodnie. Wyglądam przez okno. Ładna pogoda. Jak zawsze zresztą. Wchodzę do domkowej łazienki i biorę szybki prysznic. Ubierając się, zauważam, że wzięłam koszulkę z rękawami. Biorę pierwszą lepszą żyletkę z półki nad lustrem i obcinam rękawy. Wychodzę z łazienki.
– Czas operacyjny, 20 minut. Widzimy się na śniadaniu. Kto przyjdzie ostatni, ten…  – zastanawiam się przez chwilę – sprząta cały domek  – całe rodzeństwo rzuciło się na łazienkę. W tle została mała dziewczynka.
– Nie dam rady się przecisnąć… - martwi się po cichu
– Naprawdę? – udaję skruchę – To się naucz! Albo będziesz sprzątała domek! Tu są dzieci Aresa! – odwracam się triumfalnie i udaję się do Wielkiego Domu. Tam Chejron jak zwykle gra w pokera z Dionizosem. Zakradam się, wyjmuję sztylet i skaczę na Chejrona. Przykładam broń do jego gardła.
– Brawo Clarisse – odparł pospiesznie – Lecz niestety Cię słyszałem – wykręca mi rękę i wyrywa sztylet – Poćwicz jeszcze
– No a co robię?! – krzyczę sfrustrowana – Codziennie przychodzę do tego idiotycznego Wielkiego Domu, aby się szkolić! W tym samym czasie reszta obozu może mieć wakacje wchodząc na skałki z lawiną! – wyrywam mój sztylet z rąk nauczyciela i otwieram drzwi, aby wyjść
– Clarisse! – krzyczy Chejron za mną i galopuje w mą stronę – Rozumiem, że te treningi mogą Cię frustrować, ale zrozum, chcemy Cię uczynić najlepszą wojowniczką – odwracam głowę, a on ujmuje mą twarz w dłonie. Są bardzo ciepłe. Nie za ciepłe, wręcz idealne. Patrzę mu chwilę w oczy. Otrząśnij się Clarisse! Masz chłopaka! Wyrywam twarz z jego uścisku
– Rozumiem…  – mówię lekko zakłopotana. Czy się właśnie zadurzyłam w koniu?! Niemożliwe! – Znaczy… Nie będziesz mi mówił co mam robić! – tupię mocno nogą. Taki charakter bardziej mi przypada do gustu
– Dziewczyno! – łapie mnie za rękę, a ja w żaden sposób nie mogę się uwolnić z jego uścisku. Szczerze, to mi się to podoba – Masz być najlepsza! Nie wybrałbym sobie byle heroski na dziewczynę! Yyy… Znaczy… Możesz iść na śniadanie – stoję jak wryta. Co on właśnie powiedział?! Czy on miał na myśli… O nie! Tak nie mogłoby być! Pośpiesznie uciekam z Wielkiego Domu i siadam przy stoliku dzieci Aresa. Przez całe śniadanie jestem otumaniona. Czemu akurat tak zareagowałam? Czemu mu nie wywrzeszczałam w twarz co myślę? Ale, co ja właściwie wtedy myślałam? Może, że mi to wcale nie przeszkadza? Ale co wtedy z Chrisem? Nawet nie zauważam, gdy zachodzi mnie mój chłopak od tyłu i całuje w policzek
– Miłego dnia skarbie – jego głos brzmi jak miód
– Nawzajem – mówię surowo – Przypominam, nie mów na mnie skarbie
– Dobrze…  – chłopak udaje smutek – Nie będę tak robić… Mój skarbeńku.



niedziela, 14 czerwca 2015

Suzanne Collins - trylogia Igrzyska Śmierci

Cała akcja dzieje się w przyszłości, w kraju Panem. Został on podzielony na 13 Dystryktów, jednak obecnie istnieje ich tylko 12. Czemu? Trzynasty Dystrykt zbuntował się przeciwko władcy, więc został zrównany z ziemią. Władcy Panem na pamiątkę tego wydarzenia co roku organizują krwawe zawody z udziałem dzieci od 12 do 18 roku życia, które nazywane są Głodowymi Igrzyskami.
Główną bohaterką, a zarazem narratorką jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, mieszkanka Dwunastego Dystryktu. Jej ojciec umarł w wypadku podczas pracy, w związku z czym Katniss została głową rodziny. Na Dożynkach, podczas których wybierani są trybuci - osoby, które biorą udział w Igrzyskach, z Dwunastego Dystryktu została wylosowana młodsza siostra Katniss. Główna bohaterka decyduje się zgłosić na ochotnika, aby ją ocalić. Z chłopców wybrany został Peeta Mellark - syn piekarza. Podczas krwawej jadki, muszą grać zakochanych, ale czy Peeta naprawdę kocha Katniss? A co ona do niego czuje? Czy Katniss uda się wygrać Igrzyska? Co się wtedy stanie z Peetą?

Osobiście książka strasznie mi przypadła do gustu, pierwsza część naprawdę mnie wciągnęła, czytałam ją po nocy, aby dowiedzieć się, co się stanie. Druga część również mnie wciągnęła, lecz jeszcze jestem w trakcie czytania. Bardzo często decyzje Katniss mnie mocno wkurzały, ale w gruncie rzeczy okazało się, że mamy wiele wspólnego. Całej serii daję 9/10.

Pozdrawiam was kartofelki
Tygrysek ♥






sobota, 6 czerwca 2015

seria Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy - Rick Riordan

Percy dorastał jako zwykły nastolatek z dysleksją i ADHD. Nie miał taty, a jego mama wzięła sobie za męża Gabe'a, którego Percy szczerze nienawidził. Wszystko się układało tak jak wcześniej, dopóki jego nauczycielka matematyki nie próbowała go zabić. Wtedy 12 letni chłopak dowiaduje się, że nie jest zwykłym człowiekiem, lecz półbogiem - dzieckiem śmiertelnika i boga. Kiedy znajduje się już w obozie, okazuje się, że jego ojciec jest bardzo potężnym bogiem, a pewne osoby, które nienawidzą Olimpijczyków chcą zniszczyć Olimp i będących na nim bogów...

Dowiedziałam się o tej książce dzięki mojemu przyjacielowi, kiedy dostałam ją na urodziny. Lektura Percy'ego mnie bardzo wciągnęła! Niektórych decyzji bohatera można się łatwo domyślić, zaś inne bardzo zaskakują. To, w jaki zabawny sposób przedstawione są mity i w jaki sposób Percy patrzy na świat, jeszcze bardziej ułatwia czytanie tej książki i sprawia ogromną przyjemność. Całej serii daję 9/10.

To moja już (albo dopiero) druga "recenzja". Jeżeli podobają wam się takowe, komentujcie, a jeżeli nie, to też komentujcie proponując jakąś inną tematykę postu.

Pozdrawiam ♥
~Tygrysek