***
- Dzień dobry, ciemne masy! - wrzasnęłam - Ty i ty - pokazałam na jakiś bliźniaków, musieli być nowi - Sprzątacie to!
- Ale to nie my to zrobiliśmy! - zbuntowała się wyższa dziewczyna - Tylko ty!
- I co z tego? - spojrzałam na nią władczo - Sprzątasz to, bo Cię o to proszę. Teraz! - zatrzasnęłam drzwi i uśmiechnęłam się wyzywająco. W ciągu sekundy ten uśmiech zszedł, gdyż uświadomiłam sobie, że idę na trening do Chejrona. Jak ja teraz będę na niego patrzeć? Czemu ja się tym interesuję? Przecież to zwykły koń! Weszłam z hukiem do wielkiego domu i rzuciłam włócznię w kąt.
- Witaj Clarisse - powitał mnie - Jak Ci minął wczorajszy dzień?
- Normalnie, nie licząc tego, że jakiś koń mi wyznał miłość - rzuciłam opryskliwie - Bierzmy się do treningu, bo nie czuję się dobrze z pustym żołądkiem.
- No dobrze - wziął głęboki oddech - Od czego chcesz zacząć?
- Od... Rzucania nożami! - w jednej chwili odwróciłam się w stronę stołu, złapał broń i rzuciłam w stronę nauczyciela, lekko przycinając mu włosy na czubku głowy
- Gratuluję - zaczął bić brawo - Nie muszę iść do fryzjera - uśmiechnął się lekko, a ja z nim. Może jednak mnie obchodzi to, że wyznał mi miłość? Czy to w ogóle było wyznanie miłości? Wszystko mi się mieszało w głowie. Wolnym krokiem podeszłam do ściany aby wyjąć nóż. Wzięłam broń i podejrzliwie spojrzałam na Chejrona. On coś knuł. Uśmiechnął się nonszalancko i podniósł rękę. Z jego dłoni wypadło lśniące ostrze, lecz w odpowiednim momencie się schyliłam. Podniosłam głowę i nóż wbił się w ścianę mniej więcej tam, gdzie miałam przed chwilą klatkę piersiową. Wstałam dynamicznie i wyciągnęłam nóż.
- Zwariowałeś dziadzie?! Mogłeś mnie zabić, gdybym się nie odwróciła! Już do reszty postradałeś zmysły?!
- Na misji nikt nie będzie zwracał uwagi, czy się odwrócisz - odparł spokojnie
- Ale aktualnie nie jestem na misji, a chcę jeszcze trochę pożyć! - rzuciłam ostrzem w stół i udałam się w stronę drzwi - Nie mam zamiaru się więcej stawić na treningu! - złapałam nerwowo włócznię i już prawie zamknęłam drzwi
- Dobrze. Nie przychodź tu więcej. Ale nie licz na żadną misję. Nawet tę, którą dzisiaj zapowiedziała Rachel - zatrzymałam się. Nowa misja? Na którą nawet liczyć nie będę mogła? Odwróciłam się spojrzałam mu głęboko w oczy
- Ty szantażysto - powiedziałam głośnym szeptem
- Widzimy się jutro - odrzekł i odszedł.
***