Dzisiaj jak widzicie, coś nowego na moim blogu, ale mam zamiar to wprowadzić ♥
Albowiem dzisiaj dzięki pewnym osobom napisałam opowiadanie o Chejris- Chejronie i Clarisse!
Proszę, nie pytajcie skąd ♥
Czytajcie po prostu ♥
Chejris
Podnoszę
głowę i od razu obrywam z liścia w twarz. Odruchowo ruszam ręką przed sobą, ale
nie trafiam nikogo. Otwieram oczy, a pod moim łóżkiem kuca jakaś nowa córka
Aresa. Kładę się z powrotem i przymykam oczy. Gdy dziewczyna robi zniesmaczoną minę,
naskakuję na nią od tyłu i wywalam na ziemię.
– Zasada numer jeden – pokazuję na mnie – Grupowej się nie atakuje, no chyba, że na to zezwalam. Zasada numer dwa – tym razem pokazuję na nią – To moje ostatnie ostrzeżenie! – dziewczyna lekko skołowana podnosi się, ale uderzeniem jednej ręki zniewalam ją na ziemię. Podchodzę do kufra koło mojego łóżka, wyjmuję koszulkę oraz spodnie. Wyglądam przez okno. Ładna pogoda. Jak zawsze zresztą. Wchodzę do domkowej łazienki i biorę szybki prysznic. Ubierając się, zauważam, że wzięłam koszulkę z rękawami. Biorę pierwszą lepszą żyletkę z półki nad lustrem i obcinam rękawy. Wychodzę z łazienki.
– Czas operacyjny, 20 minut. Widzimy się na śniadaniu. Kto przyjdzie ostatni, ten… – zastanawiam się przez chwilę – sprząta cały domek – całe rodzeństwo rzuciło się na łazienkę. W tle została mała dziewczynka.
– Nie dam rady się przecisnąć… - martwi się po cichu
– Naprawdę? – udaję skruchę – To się naucz! Albo będziesz sprzątała domek! Tu są dzieci Aresa! – odwracam się triumfalnie i udaję się do Wielkiego Domu. Tam Chejron jak zwykle gra w pokera z Dionizosem. Zakradam się, wyjmuję sztylet i skaczę na Chejrona. Przykładam broń do jego gardła.
– Brawo Clarisse – odparł pospiesznie – Lecz niestety Cię słyszałem – wykręca mi rękę i wyrywa sztylet – Poćwicz jeszcze
– No a co robię?! – krzyczę sfrustrowana – Codziennie przychodzę do tego idiotycznego Wielkiego Domu, aby się szkolić! W tym samym czasie reszta obozu może mieć wakacje wchodząc na skałki z lawiną! – wyrywam mój sztylet z rąk nauczyciela i otwieram drzwi, aby wyjść
– Clarisse! – krzyczy Chejron za mną i galopuje w mą stronę – Rozumiem, że te treningi mogą Cię frustrować, ale zrozum, chcemy Cię uczynić najlepszą wojowniczką – odwracam głowę, a on ujmuje mą twarz w dłonie. Są bardzo ciepłe. Nie za ciepłe, wręcz idealne. Patrzę mu chwilę w oczy. Otrząśnij się Clarisse! Masz chłopaka! Wyrywam twarz z jego uścisku
– Rozumiem… – mówię lekko zakłopotana. Czy się właśnie zadurzyłam w koniu?! Niemożliwe! – Znaczy… Nie będziesz mi mówił co mam robić! – tupię mocno nogą. Taki charakter bardziej mi przypada do gustu
– Dziewczyno! – łapie mnie za rękę, a ja w żaden sposób nie mogę się uwolnić z jego uścisku. Szczerze, to mi się to podoba – Masz być najlepsza! Nie wybrałbym sobie byle heroski na dziewczynę! Yyy… Znaczy… Możesz iść na śniadanie – stoję jak wryta. Co on właśnie powiedział?! Czy on miał na myśli… O nie! Tak nie mogłoby być! Pośpiesznie uciekam z Wielkiego Domu i siadam przy stoliku dzieci Aresa. Przez całe śniadanie jestem otumaniona. Czemu akurat tak zareagowałam? Czemu mu nie wywrzeszczałam w twarz co myślę? Ale, co ja właściwie wtedy myślałam? Może, że mi to wcale nie przeszkadza? Ale co wtedy z Chrisem? Nawet nie zauważam, gdy zachodzi mnie mój chłopak od tyłu i całuje w policzek
– Miłego dnia skarbie – jego głos brzmi jak miód
– Nawzajem – mówię surowo – Przypominam, nie mów na mnie skarbie
– Dobrze… – chłopak udaje smutek – Nie będę tak robić… Mój skarbeńku.
– Zasada numer jeden – pokazuję na mnie – Grupowej się nie atakuje, no chyba, że na to zezwalam. Zasada numer dwa – tym razem pokazuję na nią – To moje ostatnie ostrzeżenie! – dziewczyna lekko skołowana podnosi się, ale uderzeniem jednej ręki zniewalam ją na ziemię. Podchodzę do kufra koło mojego łóżka, wyjmuję koszulkę oraz spodnie. Wyglądam przez okno. Ładna pogoda. Jak zawsze zresztą. Wchodzę do domkowej łazienki i biorę szybki prysznic. Ubierając się, zauważam, że wzięłam koszulkę z rękawami. Biorę pierwszą lepszą żyletkę z półki nad lustrem i obcinam rękawy. Wychodzę z łazienki.
– Czas operacyjny, 20 minut. Widzimy się na śniadaniu. Kto przyjdzie ostatni, ten… – zastanawiam się przez chwilę – sprząta cały domek – całe rodzeństwo rzuciło się na łazienkę. W tle została mała dziewczynka.
– Nie dam rady się przecisnąć… - martwi się po cichu
– Naprawdę? – udaję skruchę – To się naucz! Albo będziesz sprzątała domek! Tu są dzieci Aresa! – odwracam się triumfalnie i udaję się do Wielkiego Domu. Tam Chejron jak zwykle gra w pokera z Dionizosem. Zakradam się, wyjmuję sztylet i skaczę na Chejrona. Przykładam broń do jego gardła.
– Brawo Clarisse – odparł pospiesznie – Lecz niestety Cię słyszałem – wykręca mi rękę i wyrywa sztylet – Poćwicz jeszcze
– No a co robię?! – krzyczę sfrustrowana – Codziennie przychodzę do tego idiotycznego Wielkiego Domu, aby się szkolić! W tym samym czasie reszta obozu może mieć wakacje wchodząc na skałki z lawiną! – wyrywam mój sztylet z rąk nauczyciela i otwieram drzwi, aby wyjść
– Clarisse! – krzyczy Chejron za mną i galopuje w mą stronę – Rozumiem, że te treningi mogą Cię frustrować, ale zrozum, chcemy Cię uczynić najlepszą wojowniczką – odwracam głowę, a on ujmuje mą twarz w dłonie. Są bardzo ciepłe. Nie za ciepłe, wręcz idealne. Patrzę mu chwilę w oczy. Otrząśnij się Clarisse! Masz chłopaka! Wyrywam twarz z jego uścisku
– Rozumiem… – mówię lekko zakłopotana. Czy się właśnie zadurzyłam w koniu?! Niemożliwe! – Znaczy… Nie będziesz mi mówił co mam robić! – tupię mocno nogą. Taki charakter bardziej mi przypada do gustu
– Dziewczyno! – łapie mnie za rękę, a ja w żaden sposób nie mogę się uwolnić z jego uścisku. Szczerze, to mi się to podoba – Masz być najlepsza! Nie wybrałbym sobie byle heroski na dziewczynę! Yyy… Znaczy… Możesz iść na śniadanie – stoję jak wryta. Co on właśnie powiedział?! Czy on miał na myśli… O nie! Tak nie mogłoby być! Pośpiesznie uciekam z Wielkiego Domu i siadam przy stoliku dzieci Aresa. Przez całe śniadanie jestem otumaniona. Czemu akurat tak zareagowałam? Czemu mu nie wywrzeszczałam w twarz co myślę? Ale, co ja właściwie wtedy myślałam? Może, że mi to wcale nie przeszkadza? Ale co wtedy z Chrisem? Nawet nie zauważam, gdy zachodzi mnie mój chłopak od tyłu i całuje w policzek
– Miłego dnia skarbie – jego głos brzmi jak miód
– Nawzajem – mówię surowo – Przypominam, nie mów na mnie skarbie
– Dobrze… – chłopak udaje smutek – Nie będę tak robić… Mój skarbeńku.